top of page
Szukaj

Unikowy styl przywiązania to jeszcze "pół biedy"... mieszany (lękowo-unikający) to może zachwiać nawet "dębem"

  • Zdjęcie autora: rafalbielecki77
    rafalbielecki77
  • 17 gru 2025
  • 2 minut(y) czytania

Jak nie zgubić siebie w relacji, która jest jednocześnie bliska i bolesna

Są relacje, w których bardzo szybko pojawia się poczucie bliskości. Dużo rozmów, intensywność, wrażenie, że „to coś więcej”. A jednocześnie – coraz częściej pojawia się napięcie, niepewność, wycofanie.

Jednego dnia jesteście blisko.Drugiego – jakby ktoś postawił niewidzialną ścianę.

Wiele osób trafiających na terapię opisuje takie relacje w bardzo podobny sposób:„Czuję, że ciągle muszę uważać. Jakby wszystko mogło się rozsypać od jednego zdania.”

Często w tle pojawia się mieszany (lękowo-unikający) styl przywiązania – po jednej lub po obu stronach relacji.

Dlaczego to tak bardzo męczy?

Osoba z mieszanym stylem przywiązania zwykle bardzo potrzebuje relacji. Bliskość daje jej ulgę, sens, poczucie bycia ważną. Problem pojawia się wtedy, gdy ta bliskość zaczyna być naprawdę realna.

Wtedy uruchamia się druga strona mechanizmu:

  • lęk przed zależnością

  • strach przed zranieniem

  • potrzeba dystansu, kontroli, wycofania

Z zewnątrz wygląda to jak sprzeczność. W środku jest raczej ciągłe napięcie: „Chcę, ale się boję”.

Dla partnera oznacza to często życie w stanie emocjonalnej niepewności.

Co dzieje się z osobą, która jest „po drugiej stronie”?

Bardzo często zaczyna się od empatii. Od tłumaczenia sobie zachowań drugiej osoby. Od rezygnowania z własnych potrzeb „na chwilę”.

Z czasem pojawiają się:

  • ciągłe analizowanie sytuacji

  • branie odpowiedzialności za atmosferę w relacji

  • łagodzenie konfliktów kosztem siebie

  • trudność z nazwaniem własnej złości czy zmęczenia

I moment, w którym ktoś mówi: „Nie wiem już, czego ja właściwie chcę. Wiem tylko, że nie chcę tego stracić.”

To właśnie tu bardzo łatwo zatracić siebie.

Jak się przed tym chronić?

Nie chodzi o chłód ani o wycofanie empatii. Chodzi o równowagę.

Zauważ, gdzie kończy się wsparcie, a zaczyna rezygnacja z siebie

Wspieranie kogoś nie oznacza, że:

  • zawsze czekasz

  • zawsze rozumiesz

  • zawsze się dostosowujesz

Jeśli Twoje granice są ciągle przesuwane, organizm zaczyna reagować napięciem, drażliwością, zmęczeniem. To nie jest przypadek.

Nie wszystko, co trudne w relacji, jest Twoją odpowiedzialnością

Wycofanie, chłód czy ambiwalencja drugiej osoby bardzo łatwo uruchamiają pytanie: „Co zrobiłem źle?”

Czasem odpowiedź brzmi: nic. Czasem to, co się uruchamia, nie dotyczy Ciebie, tylko dawnych doświadczeń, które relacja aktywuje.

Sprawdź, czy w tej relacji jest miejsce także na Ciebie

Zadaj sobie uczciwie kilka pytań:

  • Czy mogę mówić o tym, co mi trudno?

  • Czy moje potrzeby są traktowane poważnie?

  • Czy czuję się bezpiecznie, czy raczej ciągle czujnie?

Relacja, w której stale musisz „pilnować sytuacji”, z czasem staje się obciążeniem.

Czy z takiej relacji da się wyjść w zdrowszym miejscu?

Czasem tak.Ale nie dzieje się to samo.

Zmiana jest możliwa wtedy, gdy:

  • obie strony zaczynają widzieć swoje schematy

  • pojawia się gotowość do pracy nad regulacją emocji

  • odpowiedzialność nie leży tylko po jednej stronie

Terapia – indywidualna lub w parze – bywa miejscem, w którym można to spokojnie sprawdzić. Bez oceniania. Bez decyzji „na już”.

Na koniec

Jeśli jesteś w relacji, która jednocześnie daje bliskość i zabiera spokój, warto się zatrzymać. Nie po to, by kogoś osądzać. Raczej po to, by zapytać:

„Co ta relacja robi ze mną?”

Czasem to pytanie jest początkiem bardzo ważnej zmiany.

 
 
 

Komentarze


bottom of page